niedziela, 14 lipca 2013

Samantha’s PoV
                Dzisiejszy  dzień. Tak zdecydowanie najgorszy ze wszystkich. Pierwszy dzień nowego roku szkolnego.
-Sam, wstawaj. –budziła mnie mama
-Już. Zaraz. – byłam jak typowa nastolatka, która nie lubiła rano wstawać.  Po 15 minutach wygrzebałam się z łóżka.  Wyciągnęłam z szuflady bieliznę i poszłam pod prysznic.  Po trzydziestu minutach byłam wymalowana i gotowa do wyjścia. Miałam na sobie wytarte jeansy i moją ulubioną bluzkę.
-Sam pójdziesz z Victorią do szkoły
-Mamo… - nie oszukujmy się nigdy nie miałam z nią dobrych kontaktów.
-Samantha
-Dobra. Już dobra – wiedziałam, że lepiej nie wchodzić w dyskusje z moją mamą
Wyszłam z domu, a siostra wolnym krokiem ruszyła za mną
-Chodź bo się spóźnimy
-A wiesz, że dzisiaj jest mecz w szkole
-Nie, nie wiem – za każdym razem, gdy gdzieś z nią była poruszała temat Justina
-No i cała szkoła jest zwolniona z lekcji. Będziemy kibicować naszej drużynie
-Chyba Justinowi – zaśmiałam się cicho
-Nawet jeśli? Wszyscy wiemy, że jest najlepszy
-Wszyscy ? A Chris i reszta drużyny ? Bez nich by sobie nie radził
-Poradziłby sobie nawet sam
Zaśmiałam się , włożyłam słuchawki w uszy i nie kontynuowałam tej rozmowy.
Pod szkołą czekała na mnie Ginny. Jak zwykle uśmiechnięta.
-Hej  słońce – przytuliła mnie
-Hej. Co ty dzisiaj w tak dobrym humorze? –Byłam bardzo ciekawa
-Chris .. . – spojrzała na moją siostrę, a ta wiedziała, że ma odejść- Chris ma dla mnie jakąś niespodziankę
-To wy już?
-Tak . Wczoraj się pogodziliśmy
-Nie umiecie bez siebie żyć – zaśmiałam się i ruszyłyśmy w stronę sali gimnastycznej.
Na sam początek przemówił dyrektor. Jak zwykle nudna gadka. Później trener drużyny. Cały czas mówił o stypendium i Justinie. Ten chłopak jest wychwalany przez każdego.
Nie ma co ukrywać ten sport nie należy do moich ulubionych.   Pod koniec meczu chciałam wyjść . Ale nagle poczułam ból. Dostałam z piłki w głowę. Cała sala się śmiała. Wszyscy zawodnicy gratulowali Justinowi dobrego rzutu. Tylko Chris i Ginny zachowali się odpowiednio



Justin’s Pov
                Ten dzień miał być jednym z lepszych. Pierwszy mecz w tym sezonie. Wstałem rano bez żadnego problemu. Umyłem zęby . Ubrałem baggy i jakiś t-shirt .  Poprawiłem włosy. I  zszedłem na dół
-Justin, zjedz śniadanie –odezwała się mama
-Daj mi święty spokój –warknąłem
-Just… - nie zdążyła dokończyć. Wyszedłem i trzasnęłam drzwiami
-Siema stary – przywitał się Chris, który zawsze na mnie czekał
-No cześć
-O co ci znowu chodzi?
-Pogodziłeś się z tą całą Ginny czy jak jej tam – nie lubiłem jej
-Już nie raz o tym gadaliśmy tak? To, że ty nie masz stałej dziewczyny to nie mój problem.
-Ja mogę mieć każdą.
-Ale nie masz żadnej.
-Zamknij się.
-Widzisz trafiłem w twój czuły punkt
-Jutro jest impreza? Idziesz?
-Nie mogę
-A no tak zapomniałem Ginny…
-Możesz iść z nami. Będzie też Sam.
-Ten dziwoląg. Nie dziękuje – Nie była brzydka, ale nigdy za sobą nie przepadaliśmy. I nie chciałbym pokazywać się w jej towarzystwie
-Mógłbyś czasem pomyśleć zanim coś powiesz? – Chris był naprawdę wnerwiony
- Coś ci się nie podoba. Mówię co myślę
Przestaliśmy się kłócić, bo byliśmy już w szkole.  Od razu poszliśmy się szykować do meczu.
Zaczynało się jak zwykle gadaniem dyrektora i trenera.
 Pod koniec meczu zauważyłem, że jest duża różnica punktów i wygrywamy. Chciałem coś zrobić, żeby rozbawić publiczność. Spojrzałem na trybunę i zobaczyłem Sam, która właśnie wstała. Nie patrząc na nic rzuciłem w nią piłką. Wszyscy wybuchli śmiechem, a cała drużyna gratulowała mi dobrego rzutu


3 komentarze: