Samantha’s PoV
Dzisiejszy dzień. Tak zdecydowanie najgorszy ze
wszystkich. Pierwszy dzień nowego roku szkolnego.
-Sam, wstawaj. –budziła mnie mama
-Już. Zaraz. – byłam jak typowa nastolatka, która nie
lubiła rano wstawać. Po 15 minutach
wygrzebałam się z łóżka. Wyciągnęłam z
szuflady bieliznę i poszłam pod prysznic.
Po trzydziestu minutach byłam wymalowana i gotowa do wyjścia. Miałam na
sobie wytarte jeansy i moją ulubioną bluzkę.
-Sam pójdziesz z Victorią do szkoły
-Mamo… - nie oszukujmy się nigdy nie miałam z nią dobrych
kontaktów.
-Samantha
-Dobra. Już dobra – wiedziałam, że lepiej nie wchodzić w
dyskusje z moją mamą
Wyszłam z domu, a siostra wolnym krokiem ruszyła za mną
-Chodź bo się spóźnimy
-A wiesz, że dzisiaj jest mecz w szkole
-Nie, nie wiem – za każdym razem, gdy gdzieś z nią była
poruszała temat Justina
-No i cała szkoła jest zwolniona z lekcji. Będziemy
kibicować naszej drużynie
-Chyba Justinowi – zaśmiałam się cicho
-Nawet jeśli? Wszyscy wiemy, że jest najlepszy
-Wszyscy ? A Chris i reszta drużyny ? Bez nich by sobie
nie radził
-Poradziłby sobie nawet sam
Zaśmiałam się , włożyłam słuchawki w uszy i nie kontynuowałam
tej rozmowy.
Pod szkołą czekała na mnie Ginny. Jak zwykle
uśmiechnięta.
-Hej słońce –
przytuliła mnie
-Hej. Co ty dzisiaj w tak dobrym humorze? –Byłam bardzo
ciekawa
-Chris .. . – spojrzała na moją siostrę, a ta wiedziała,
że ma odejść- Chris ma dla mnie jakąś niespodziankę
-To wy już?
-Tak . Wczoraj się pogodziliśmy
-Nie umiecie bez siebie żyć – zaśmiałam się i ruszyłyśmy
w stronę sali gimnastycznej.
Na sam początek przemówił dyrektor. Jak zwykle nudna
gadka. Później trener drużyny. Cały czas mówił o stypendium i Justinie. Ten
chłopak jest wychwalany przez każdego.
Nie ma co ukrywać ten sport nie należy do moich
ulubionych. Pod koniec meczu chciałam
wyjść . Ale nagle poczułam ból. Dostałam z piłki w głowę. Cała sala się śmiała.
Wszyscy zawodnicy gratulowali Justinowi dobrego rzutu. Tylko Chris i Ginny
zachowali się odpowiednio
Justin’s Pov
Ten dzień
miał być jednym z lepszych. Pierwszy mecz w tym sezonie. Wstałem rano bez
żadnego problemu. Umyłem zęby . Ubrałem baggy i jakiś t-shirt . Poprawiłem włosy. I zszedłem na dół
-Justin, zjedz śniadanie –odezwała się mama
-Daj mi święty spokój –warknąłem
-Just… - nie zdążyła dokończyć. Wyszedłem i trzasnęłam drzwiami
-Siema stary – przywitał się Chris, który zawsze na mnie
czekał
-No cześć
-O co ci znowu chodzi?
-Pogodziłeś się z tą całą Ginny czy jak jej tam – nie lubiłem
jej
-Już nie raz o tym gadaliśmy tak? To, że ty nie masz
stałej dziewczyny to nie mój problem.
-Ja mogę mieć każdą.
-Ale nie masz żadnej.
-Zamknij się.
-Widzisz trafiłem w twój czuły punkt
-Jutro jest impreza? Idziesz?
-Nie mogę
-A no tak zapomniałem Ginny…
-Możesz iść z nami. Będzie też Sam.
-Ten dziwoląg. Nie dziękuje – Nie była brzydka, ale nigdy
za sobą nie przepadaliśmy. I nie chciałbym pokazywać się w jej towarzystwie
-Mógłbyś czasem pomyśleć zanim coś powiesz? – Chris był
naprawdę wnerwiony
- Coś ci się nie podoba. Mówię co myślę
Przestaliśmy się kłócić, bo byliśmy już w szkole. Od razu poszliśmy się szykować do meczu.
Zaczynało się jak zwykle gadaniem dyrektora i trenera.
Pod koniec meczu
zauważyłem, że jest duża różnica punktów i wygrywamy. Chciałem coś zrobić,
żeby rozbawić publiczność. Spojrzałem na trybunę i zobaczyłem Sam, która
właśnie wstała. Nie patrząc na nic rzuciłem w nią piłką. Wszyscy wybuchli
śmiechem, a cała drużyna gratulowała mi dobrego rzutu
*.* Fajneee! ♥ Cee 2 cz.
OdpowiedzUsuńZARĄBISTE
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie ♥ http://kissmethelasttime.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń